iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Nienormalni
Wiecie, gdzie można w Warszawie spotkać najwięcej niepełnosprawnych osób? W centrum handlowym. Wystarczy kilka minut patrzeć na drzwi wejściowe (na przykład w Arkadii, jedząc na górze). Co chwila ktoś wjeżdża wózkiem. Sam albo z kimś.
Niepełnosprawni spotykają się na kawie, siedzą przy stolikach, niektórzy nawet nie mogą sami utrzymać filiżanki. Ale rozmawiają ze sobą, śmieją się, plotkują. Kiedy kilka dni temu byłam w barku sałatkowym, to obok mnie dziewczyna miała randkę z chłopakiem po porażeniu mózgowym. Mówił niewyraźnie, miał ograniczone ruchy rąk ale musiał mieć niezłe poczucie humoru, bo dziewczyna co chwila wybuchała śmiechem. Przyznam się, że gapiłam się na nich przez dobrą chwilę. Taki widok w Polsce- wreszcie. Taki widok- przecież zupełnie normalny gdzie indziej.
 
Kiedy pojedzie się do takich krajów europejskich jak Niemcy czy Holandia to aż człowiek się dziwi, że tyle tam na ulicach Nienormalnych. Nie standardowych- poruszających się na wózkach, o kulach, z zespołem Downa, ze spastycznością, bez nóg albo z poparzoną twarzą. I sobie człowiek myśli „co tu się dzieje, że ich tak dużo? Jakaś kolonia, jakiś spacer z domu specjalnej troski?”
A tu niespodzianka- Nienormalni są obok nas. Nie na festiwalu Zaczarowanej Piosenki, nie w przedszkolu integracyjnym i szpitalu. Są z nami. Normalnymi. 
 
I my, ci jedynie słusznie wyglądający, zdrowi i zadowoleni z siebie nie wiemy, jak się zachować. Co zrobić z oczami, przepuścić w drzwiach, a może zignorować. O rane, a jak do nas podejdą Oni, to co wtedy?
A Oni spokojnie korzystają z braku barier architektonicznych w dużych molochach. Z anonimowości i przyjaznej przestrzeni. Są z nami razem tylko w sztucznym świecie plastikowych bramek i regałów z towarem. I muzyką ułatwiającą konsumpcję.
 
Tak wiele napisano socjologicznych rozpraw o centrach handlowych. Pomijając ekonomiczne kwestie niszczenia lokalnego biznesu, pomijając estetyczne funkcje jednolitych sklepów sieciowych i kiczowatych reklam- w wielkich Blue City, Złotych Tarasach i innych mekkach zakupowych chroni się odrzucona część społeczeństwa.
 
Nie spotkamy ich na odnowionych Nowym Świecie- cudownym mieszczańskim deptaku naszych marzeń o metropolii. O ile wózek inwalidzki przejedzie po wyrównanej kostce, o tyle do większości sklepów czy nawet kafejek nie wjedzie. Bo trzy schodni. Bo próg. Bo brak podjazdu.
 
Za mało w naszym mieście Marków Sołtysów i ekipy Towarzystwa Przyjaciół Szalonego Wózkowicza. Za mało Integracji, empatii i dobrze działających przepisów budowlanych. 
 
Znienawidzone przez kulturoznawców centra handlowe stały się jedynym miejscem, gdzie moje dziecko może spotkać kolegę z niedowładem nóg. I nauczyć się go. Nauczyć inności.
 
Komentarze (4)
- Dozorca

Komentarze

2011-09-04 11:26:34 | 91.94.206.* | panipe
Re: Nienormalni [0]
ehh.. a ja właśnie nie dalej jak 2-3h temu przekonałam się, że nawet
centra handlowe nie są tak do końca otwarte :/ mąż robi remont, więc po
8 wyemigrowaliśmy z młodym z domu, poszlismy na plac zabaw ale tam
radośnie włączyły się spryskiwacze i musieliśmy się ewakuować (naprawdę
nikt inny nie chodzi w niedziele po 8 na huśtawki?) kierunek solaris
(duże centrum handlowe) a tam zonk. Bo centrum generalnie od 10, ale
podziemie wcześniej bo tam Alma, więc uderzam do pierwszego wejścia -
zamknięte, drugie - też, otwarte trzecie, owszem z tym drobnym
szczegółem, że otworzyli tylko wejście do którego żeby się dostać trzeba
się wdrapać po schodach (bo jak przy drugim schodów nie ma, to na co
komu podjazd) skapitulowałam. stałam jak durna pod tymi schodami z
dzieciakiem w wózku i stwierdziłam, że nie. nie będę targać się z
wózkiem po to tylko, żeby dać im zarobić.. skomentuj
2011-09-05 12:16:37 | *.*.*.* | mrowka
Re: Nienormalni [0]
Mieszkam w 100-tysięcznym mieście, gdzie niepełnosprawnych nie widać.
Czasem można dostrzec kogoś o kulach, czasem na wózku, i tyle. Zawsze to
te same kilka osób. Pozostali, jak sądzę, siedzą w domach, zamknięci w
czterech ścianach. Dla nas, smutne ale prawdziwe, oni nie istnieją. A
ile jest osób, po których nie widać choroby? Ktoś dziwny mieszka po
sąsiedzku, praktycznie nie wychodzi, jak wychodzi, to po zmierzchu...
cudak jakiś, i tyle! O tym, że to osoba chora, niepełnosprawna, nie
pomyślimy. Warszawa to miasto pędzące gdzieś - pamiętam, jak znajoma
powiedziała, że jej się tam dobrze mieszka z chorym dzieckiem. Nikt na
nich nie zwraca uwagi, bo każdy zajmuje się gnaniem gdzieś tam. Poza
Warszawą jednak dziecko wzbudza sensację... skomentuj
2011-09-06 10:52:04 | 80.85.224.* | kasiaakat
Re: Nienormalni [0]
Miałam okazję zauważyć podobną sytuację na wsi!!!. Mieszkam na wsi,
ostatnio odbywały się wiejskie dożynki (nie będę opisywać tej
groteskowej zabawy ;)), ale zauważyłam właśnie kilka osób na wózkach
inwalidzkich - obraz praktycznie na wsi niespotykany. Smutne jednak jest
to, że nie widać było osób niepełnosprawnych umysłowo, a wiem że takich
jest w mojej okolicy mnóstwo. Mam nadzieję, że wszystko idzie w dobrym
kierunku. skomentuj
2011-09-22 11:43:56 | 83.11.65.* | Magda Wawrzyniak
Re: Nienormalni [0]
Są, ale chyba tylko w Warszawie. Zaraz zreszta polecę do centrum
jakiegoś poobserwować, bo może się mylę. Kiedy mieszkałam w Warszawie
moje dzieci spotykały i bawiły sie z Nienormalnymi dziećmi na co dzień,
w piaskownicy u lekarza, w parku. Po przeprowadzce do Trójmiasta to już
nie. Miały to szczęście i chodziły w przedszkolu do szkoły specjalnej w
odwiedziny, do takiego getta. Co widziały...? Wykluczenie skomentuj

Sylwia Chutnik on Facebook