iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Budrewicz
-Halo, tu Informacyjna Agencja Radiowa. Z pewnością wie już pani, że Olgierd Budrewicz nie żyje…
- Słucham?!
 
Starałam się przez telefon powiedzieć coś, co mogłoby w krótkim „dźwięku” podsumować fenomen pana Budrewicza- podróżnika, pisarza i warsawianistę. To zdecydowanie nie jest życiorys do streszczenia.
 
Olgierd Budrewicz był autorem licznych reportaży zagranicznych (zwiedził ponad 160 krajów!) wydanych w kilkudziesięciu książkach, programów telewizyjnych, scenariuszy i komentarzy do dokumentów filmowych. Wydał wiele książek poświęconych historii i współczesności Warszawy, artykułów, felietonów, szkiców i esejów. Jego album “Jest Warszawa” to wspaniały zbiór opowieści i fotografii z okresu tuż po wyzwoleniu miasta w 1945 roku. Dodać należy również liczne wydania Bedekerów warszawskich, słowników o stolicy, pojedynczych opracowań i artykułów. Jako reporter „Przekroju” opisywał dalekie kraje ale zawsze powracał do Warszawy.
 
To dzięki niemu przewodnicy miejscy znają liczne anegdotki dotyczące konkretnych miejsc na mapie stolicy. Spacerował, wypytywał, bywał a wszystko to opisywał w specyficzny sposób: trochę w stylu felietonu, trochę osobistych refleksji, trochę naukowo- z konkretnymi datami i faktami.
 
Olgierd Budrewicz urodził się w 1923 roku, w Warszawie. Był absolwentem Wydziału Prawa UW, podczas II wojny był żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem Powstania Warszawskiego.
 
W wydanej ostatnio książce „O wszystkim”, która jest zapisem rozmowy z wieloletnim przyjacielem, tenorem Wiesławem Ochmanem można znaleźć nie tylko wspomnienia z „wielkiego świata” ale i wspomnienia dotyczące samej młodości. Budrewicz podkreśla, że „my z Marymontu braliśmy, jak to się mówi, to co najlepsze, czyli cała łobuzerię marymoncką ściągaliśmy na Żoliborz. W części to była podejrzana kategoria ludzi, ale okazało się, że chłopcy byli tacy, jak my; po wybuchu Powstania okazali się naprawdę wspaniali”.
 
 I było coś w tym w całej twórczości Budrewicza, który miał warszawski sznyt ale był zarazem kulturalnym, eleganckim panem. Specyficzne połączenie tego, co szanowane jest zawsze: odwaga, wręcz brawura (u niego: liczne podróże, często bardzo niebezpieczne), ciekawość drugiego człowieka (poczytajcie sobie w Bedekerze rozmowy z dozorcą czy Białoszewskim) i klasa.
 
Kiedy to piszę mam poczucie, że te wartości, choć poważane, znikają bezpowrotnie. Znikają właśnie z takimi ludźmi jak Olgierd Budrewicz.
 
 
Komentarze (0)
Jedenaście Kronikarki

Komentarze

Sylwia Chutnik on Facebook