iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Cwaniary część 13

Oczyszczanie miasta z elementów męczących i zbędnych podejmuje się na skutek swoich osobistych doświadczeń. Zazwyczaj. Czasami jest to po prostu irytujący detal na mapie, biały puszek na czarnej wykładzinie. Brzęcząca mucha.

Ludzie cierpiący na nerwicę natręctw niełatwo znoszą bałagan. Porządkują i przestawiają do momentu, kiedy obraz ich zadowoli. Żaden szampon nie może stać krzywo pod prysznicem, żadna kartka swobodnie leżeć na stole. Bo świat ma zasady, nie można burzyć ich w imię własnego widzimisię lub zwykłego lenistwa.
 
Dla Bronki awanturujące się hordy pijanych facetów były tym samym, co nie posprzątany dom. Wyprowadzały ją z równowagi. Chodziła więc po Warszawie i, niczym sumienna pokojówka, ścierała najmniejszą drobinę kurzu. Chodzi o zasady, o ład. Ludzie śmiecą torebkami po czipsach, rzucają je na bogu ducha winne krzewy i i zadowoleni wpierdzielają kolejne zamulacze. A tak nie wolno, gdyż miasto to nasz wspólny dom, broniony przez pradziadów i prababcie. I nie można sobie, ot tak, siup, i do tyłu papierek.
 
Jeśli Bronka zauważyła na ulicy śmiecących ludzi- nawet małe dzieci- podchodziła i z zaciśniętą szczęka pytała o imię, nazwisko, wiek i adres. Najczęściej ludzie patrzyli na nią dziwnie lub kazali spływać. Małe dzieci wybuchały płaczem i zaraz podlatywały rozjuszone mamy. Bronka pytała je o to samo. Następnie swoimi wypielęgnowanymi dłońmi podnosiła kosz na śmieci i wysypywała na głowę śmiecącym. To wersja minimal.
 
Jeśli wiedziała zaś, gdzie mieszka dana osoba, to potrafiła pół nocy zbierać odpadki, aby wyrzucić je na wycieraczkę zbrodniarza. Dzieci podnosiła do góry za uszy, niewychowane nastolatki lądowały tyłkiem w koszu, a pijani kolesie...cóż, pijani kolesie mieli najgorzej. Tu już nie pytała o nic.
 
Patrzyła się tylko na nich długo, a potem natychmiast działała. A nie było to podszyte żadną ideologią, żadnym przemyśleniem natury politycznej. Zwyczajnie oczyszczała teren, a widok grupy rozochoconych panów z plastikowymi torebkami pełnymi puszek był dla nich jak przejechanie paznokciami po tablicy. Jak styropian kruszony mokrą ręką. Uczucie nie do zniesienia. Grupa ludzka do eliminacji.
 
W czasie akcji Halina i Celina miały kłopoty z Bronką, ponieważ trudno było działać zespołowo. Podczas, gdy dziewczyny namierzały się czasem po kilka dni na jednego kolesia przebierającego się w mundury SS i chwalącego fuhrera, to Bronce wystarczył niezobowiązujący spacerek po dzielnicy, aby wściec się kilkakrotnie. Tłumaczyła im, że śmiecenie jest gorsze od faszyzmu, zupełnie nie rozumiała całej tej idei Bloku Antyfaszystowskiego. Ot, zwyczajnie: za pozostawianie psich kup i opróżnionych butelek poza miejscem do tego wyznaczonych, poza miejscem destylacji- kara.
 
 
Trzeba jednak przyznać, że te trzy Atomówki były nie do powstrzymania. Ich nieprawdopodobna siła i determinacja nie były zasługa siłowni czy sterydów, a prawdziwej wściekłości, takiej, jaka znamy z dzieciństwa, kiedy ktoś złamał nam kredkę. Jak ktoś poderwał nam naszego chłopaka, jak niesłusznie oskarżył, jak poniżył. I wszystkie te malutkie zdarzenia rosną w człowieku, kiełkują, aby w odpowiednim wieku przybrać formę idealnie skrojonej sukienki w stylu zemsta.
 

Bardzo dziękujemy za czytanie i oglądanie Cwaniar, to były miłe wakacje. Mamy nadzieję, że okryłyście w sobie wewnętrzną Halinę i Celinę i wiecie już, co robić.

Czas na dzień powszedni.

Pozdrawiamy,

Sylwia Chutnik

Marta Zabłocka

Komentarze (9)
Cwaniary część 12

Tu będzie pasek otaczający ramię, ale z niego wychodzić będą takie jakby płomienie i zakręcać na plecach. Dalej wzór skończy się przy dłoni okrążając palce. Kolor czarny, z prześwitami czerwonymi, lekko cieniowany, żeby nie wyszedł ciężki tribal. Acha, i jeszcze dwie gwiazdy na łokciach i, jak już tu jestem, takiego kwiatuszka na brzuchu.

Halina podniosła bluzkę do góry i pokazała miejsce wokół pępka.
Tatuator podrapał się w głowę i chciał coś powiedzieć. Spojrzał jednak na zdecydowana minę klientki i westchnął.
- Ale to dopiero za dwa tygodnie, robotę mam.
- Panie, coś pan, nie widzisz, że to ekspresowe danie, czasu nie ma, gdzie ja potem z taką rozwlekłą skórą przyjdę. Też mi coś, on ma robotę. A ja to co, na wakacjach spalam cellulitis, pisma sobie leniwie przeglądam od pierwszej strony do ostatniej i na odwrót? Masz pan wzory i rysuj. Ja sobie tu usiądę, o proszę.
 
Cóż było robić. Umówieni klienci pieklili się wspominając o zaliczkach i niesłowności, ale dziwna siła płynąca od zdenerwowanej dziewczyny uniemożliwiła logiczne myślenie.
E tam siła. Przecież wiadomo, że kto babie w ciąży odmówi tego myszy zjedzą, komornik przyjdzie i grom z jasnego nieba walnie.
 
 
Maszynka do tatuowania zabuczała, Halina westchnęła i zaczęła zastanawiać się, co zrobi po wyjściu ze studia. Deszcz, zimnota, znowu mało pracy przy korektach. Wydawnictwa zaczęły oszczędzać i edytować teksty bez poprawek. Czytelnicy i tak się nie zorientują, kiedy z wypiekami na twarzy będą śledzić kolejne przygody wampirów. Przecinek czy nie- ważne, kto zabił. Niepokój o pieniądze, jeszcze tego brakowało. Dobrze, że Antek pracował w serwisie rowerowym. Na umowę o pracę, prawdziwy luksus. Zgromadzili już większość z dziecięcych zapasów zbierając po znajomych gadżety typu wózek i stertę śpioszków. Śpioszki z misiem, śpioszki z balonikiem, śpioszki z pędzącym królikiem. Kolekcja czekała tylko na nowego właściciela, a rodzice w spokoju oddawali się ostatnim podrygom swojego hobby. Hobby typu wymierzanie sprawiedliwości.
 
Po kilku godzinach tatuator spojrzał na swoja pracę i wystękał, ja już nie mogę, resztę skończymy jutro.
Jutro? I tak będę chodziła pomalowana do połowy, no nie mogę.
Ale mimo próśb Halina nic nie osiągnęła i owinięta folią zabezpieczającą nowe dzieła sztuki wyszła na ulicę.
 
Obok przejeżdżała Bronka. Była jej koleżanką ze szkoły, która pracowała obecnie w kancelarii prawniczej. Wszystkie dziewczyny się z niej śmiały, bo mieszkała na strzeżonym osiedlu i miała szalenie elegancki samochód. Łeeee- ale bogaczka, ale dziewczyna z serialu. A to wiocha przecież, tak mieć pieniądze na koncie.
Ale Bronka nie z tych, co piją drogie wino po ciężkim dniu. Bo zamiast tego chodziła czasem z Celiną i Haliną na nocne łowy.
 
Szczególnie upatrzyła sobie nocne autobusy. Do szału doprowadzali ją pijani goście zaczepiający współpasażerów. Potrafiła pół nocy zjeździć od Centralnego choćby i na Wołomin, aby spotkać „chuliganów”. Scenariusz był podobny: kilku wesołków lokowało się z tyłu wozu, wyjmowało piwa i głośno gadało. Po jakimś czasie zaczynała się demolka. Podchodzili do jakieś dziewczyny i zaczynali swoje „ej, kurwa, niezła lacha, ej, co robisz mała, a co ty tu masz, ładna bluzka, zdejmij bluzkę, ej, jedź z nami na imprezę, ej”. Dziewczyna udawała, ze nie widzi, ze nie słysz, że jej nie ma. A cała reszta autobusu to samo. Zamyśleni, nieobecni, byle doczekać do momentu, aż bydło wysiądzie i da spokój.
 
Lecz Bronka nie. Bronka się w takich momentach rozluźniała. Zawsze na wysokich obcasach, w sukieneczce, podchodziła do bandy i przyglądała im się bez słowa. To oni rozochoceni, ej, mała, chcesz ruchanko?
 
To był sygnał- wystrzał z pistoletu, na miejsca, gotowi, start. Jednym ruchem łapała pierwszego z brzegu za szyję i przystawiała mu nóż do gardła. Przy najbliższym przystanku kazała wychodzić reszcie, a sama zręcznym kopniakiem wywalała zatrzymanego. Zazwyczaj banda uciekała.
 
Raz zdarzyli się chojracy, którzy zaczęli wsiadać z powrotem do wozu i żądać sprawiedliwości. Musieli zginąć.
 
 
 
 
Komentarze (3)
Cwaniary część 11

Jak mogłyście mi to zrobić! Stefania chodziła nerwowo po pokoju Celiny i paliła papierosa. Papierosy zawsze pomagają, bo przynajmniej człowiek czuje, że coś jeszcze robi oprócz denerwowania się. Można przekłądac fajke z ręki do ręki, wypuszczać dym, osnuwać sie nim. Można się w tym dymie zatracić, schować.

Stefania przybiegła od razu po przesłuchaniu na policji, kiedy znaleźli zwęglony samochód z ciałem Andrzeja. Awanturowała się z kwadrans nie dając dojść do słowa dziewczynom.

Jak mogłyście to zrobić i zabić mojego męża- przecież to ja go miałam zadźgać! Już nawet sobie przygotowałam nóż, już sobie przygotowałam cały plan. Nóż z tele zakupów specjalnie wyostrzony na wszelką krzywdę, z różową rękojeścią. Czy wy wiecie, jakie to uczucie, kiedy człowiek się nie zemści. Co wy sobie wyobrażacie? Dlaczego pozbawiłyście mnie tej satysfakcji, tego cudownego uczucia wsadzania ostrza aż po sam rączkę. Będę chodziła do końca życia w poczuciu niespełnienia. Wrażenie, jakbyś wyjść z domu nie być pewną, czy się czegoś nie zapomniało: zgasić ogień pod garnkiem, zamknąć okno na wypadek burzy. Coś miałam zrobić…I nagle sztylet przebija serce- zrobić już tego nigdy nie będę mogła.
 
 
A do tego, cóż to za metody? Jakieś strzały, podpalanie. Czy nie można go było zwyczajnie torturować, tak najlepiej kilka dni? Oskalpować, poprzypalać, połamać wszystkie kości i patrzeć, jak zdycha. Zbyt dobra była jego śmierć, zbyt dobra jak na takiego złego człowieka.
Czyn wasz był efektem źle pojętego siostrzeństwa i tak naprawdę spełnieniem egoistycznej zachcianki rozprawienia się ze złem. Czemu uczucia biednej matki się nie liczą. A co, jak już żona, to ma być pozbawiona praw?
 
Tylko zemsta może uratować wszystkie sprzątające kobiety w wałkach, w podomkach, w uwięzieniu między odkurzaczem, a pralką.
 
Stefania nie mogła się uspokoić, widać było, że każde kolejne słowo nakręca ją jeszcze bardziej. W końcu stanęła w miejscu i zapatrzyła się przez okno na czubek Pałacu Kultury wystający zza horyzontu jak jakiś górski szczyt.
Dziewczyny czuły się, jak na dywaniku u dyrektorki. Nie było sensu nic mówić, bo i tak wszystko było przeciwko nim. Bąknęły nieśmiało, że to miał być taki urodzinowy prezent, że myślały o jakieś frajdzie, niespodziance.
Na to Stefcia prychnęła i powiedziała, że wybór śmierci swojego kata to jak zapach perfum- sprawa indywidualna i prezentów nie ma co robić, bo zawsze pudło.
 
No nic, dodała po chwili, jakby zmieniona. Czasu cofnąć się nie da, trzeba żyć dalej. I, nieoczekiwanie dla pogrążonych w poczuciu winy koleżanek, zaprosiła je wieczorem do siebie. Denat miał kolekcję whisky, można ją wreszcie wypić. Halinie uśmiechnęły się oczy, ale dostrzegła srogą minę Celinki i szybko powiedziała, że nie ma dziś czasu. Ma obowiązki natury matczynej, mianowicie szkoła rodzenia.
 
Stefcia niedbale machnęła dłonią. Ech, rodzenie, bez przesady. Przyj, nie przyj, oddychaj, nie oddychaj i już dziecko na świecie. Potem karmić, zmieniać pieluchę i ani się człowiek obejrzy, a dziecko już maturę robi.
Po wyjściu świeżo upieczonej wdowy dziewczyny zaczęły gotować obiad. No bo co innego można zrobić, kiedy tyle ma człowiek problemów na głowie.
 
Cięły energicznie cebulę, siekały koperek i rozgniatały czosnek. Ich wprawne dłonie z taką samą szybkością mieliły pieprz, co ludzkie ciało. Stare przysłowie gospodyń domowych mówi, ze jeśli umiesz upiec ciasto poradzisz sobie z każdym zabójstwem.
Po obiedzie przeszły się w stronę rogatek na placu Unii Lubelskiej i kupiły sobie po bukieciku kwiatków. Tak na szczęście.
- Dziś już chyba nikogo nie skopiemy, co? Za ładnie słońce świeci, zbyt ładnie wyglądają te kamienice wokół nas.
 
W szkole rodzenia unosił się charakterystyczny zapach szpitala i odświeżacza do powietrza. W korytarzu czekało już kilka małżeńskich par przebranych w dresy i legginsy. Nie mieli na sobie nic, co krępowałoby ruchy, tak niezbędne do symulacji porodu. Halina czekała na Antka, który wpadł w ostatniej chwili i wyglądał na szalenie przejętego. Czuł się niczym szpieg z krainy deszczowców, który niechcący znalazł się na popołudniowej herbatce i chce odnaleźć się w sytuacji. Ach, więc to jest laktator, doskonale, a tu wanienka do mycia dziecka i przewijak do zawijania w rożek. Halina starała się uważnie słuchać, ale co chwila wybuchała nerwowym chichotem. Kiedy przyszło do podskakiwania na piłce musiała wyjść i pośmiać się na osobności.
 
W tym czasie Antek ze skupioną miną próbował oddechu przeponą. W razie czego i za nią urodzi, co to dla niego, w końcu chce pomagać, da radę, jest silny i młody.
 
Halina stała w ciasnej toalecie i patrzyła w lustro. Halo, koleżanko, masz już trzydzieści lat, czas się ogarnąć. Nie śmiać z cudów natury tylko zacząć czytać te wszystkie poradniki dla przyszłej matki i wmasowywać krem w brzuch. Bez cellulitis, bez zmarszczek, bez skóry. I jakoś to będzie. Myślała o tym, jak szybko można przeskoczyć z zabijania do rodzenia. Czuła, że za chwilę popadnie w stan melancholii i snucia rozmyślań. Zbyt niebezpieczne, włączył jej się alarm depresji.
Kiedy wyszła już z toalety czekał na nią Antek „pani mnie wysłała po ciebie- myśleliśmy, że coś ci się stało, że rodzisz już!”
Halina pokiwała z politowaniem głową
- W kiblu to ja nie urodzę. Co najwyżej w czasie bójki.
Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze wpisy
2010-08-30 18:43 Cwaniary część 13
2010-08-27 13:42 Cwaniary część 12
2010-08-19 18:50 Cwaniary część 11
2010-08-12 13:20 Cwaniary część 10
2010-08-08 12:04 Cwaniary część 9
Najnowsze komentarze
2010-09-02 13:56
Stała_Czytelniczka:
Cwaniary część 13
bardzo dziękuję za całe wakacje z Cwaniarami! aż szkoda, że to już koniec (i Cwaniar i[...]
2010-08-31 13:01
Moza.iki:
Cwaniary część 13
Urodzić mogę, ale żeby nie trzeba było w ciąży chodzić:)
2010-08-31 10:25
kantallupa:
Cwaniary część 13
szkoda, że już koniec... same końce dzisiaj, koniec cwaniar, koniec wakacji... o! i koniec[...]

Sylwia Chutnik on Facebook