Mój dziadek Jan Chutnik ma ręce pokryte tatuażami. Ma ich tyle, że nigdy go chyba nie dogonię. Zapytałam go kiedyś, jak to było z tym rzucaniem fajek.
Postawny, dobrze zbudowany 69-latek z wyblakłym blond kosmykiem na siwych włosach opowiada topograficznie. Palił na Łowickiej, przy Dworcu Zachodnim, na Płockiej. Urodził się w pierwszym roku wojny, w rodzinie robotniczej. W czynszówce żydowskiej na ulicy Łuckiej mieszkała cała jego rodzina. Teraz mieści się tam szkoła dla głuchoniemych.
Po powstaniu warszawskim wygnany z matką do Pruszkowa. Po kilku miesiącach pobytu w Tarczynie wrócił do stolicy, gdzie spotkał się ze swym ojcem, byłym więźniem Oświęcimia. Zamieszkał z rodziną na ulicy Wawelskiej, później na Kopińskiej 9, gdzie został do 1973 roku. Stara kamienica, na miejscu której znajduje się dziś dwupasmowa jezdnia, miała wspólny wychodek na korytarzu. Przez pewien czas na szesnastu metrach mieszkało pięć osób: Jan z żoną, ich dwoje dzieci i matka Jana, która spała za kotarą. Kamienica sąsiadowała z tak zwanym Pekinem, czyli trzema sporymi domami, w których większość mieszkańców nie pracowała tylko piła i imprezowała. Jan Chutnik z chęcią przyznaje się, że uczestniczył w kopińskich libacjach. Na pobliskim podwórku wypalił pierwszego papierosa.
W 1974 roku zamieszkał na Płockiej, gdzie jest do tej pory. Dwa pokoje z kuchnią wystane w spółdzielni mieszkaniowej „Wola”. Ładna łazienka, duży balkon. Od Kopińskiej dzielą je tory i dworzec. Pracował jako goniec, blacharz, majster, budowlaniec. Prawie zawsze przy tym palił.
W 1998 roku poleciał do Stanów, do swojego syna w odwiedziny. Czyli do mojego taty, co grał zawsze na perkusji i był muzykiem przez wiele lat.
Na lotnisku, po trzydziestu sześciu latach nałogu, z nielicznymi przerwami, skończył swojego ostatniego papierosa i oddał resztę paczki żonie. Wrócił i nie pali do tej pory. Tak po prostu? No, chyba tak po prostu.
Nie wiem, bo ja nie mogę sobie odmowić imprezowych She w pudełku z brylantami lub wieczorowych Vogue.
- Jak wyglądało Twoje dzieciństwo?
- No dość wcześniej zacząłem pracować. W szóstej klasie nie zdałem i przeniosłem się do wieczorówki. Podjąłem pracę jako goniec. Miałem wtedy czternaście lat, ale żeby dostać pracę, musiałem mieć skończone szesnaście, więc skłamałem. Nosiłem listy na pocztę. Później roznosiłem gazety. Ciężkie paki były. Musiałem rano zanosić je pod kioski na Dworzec Główny i Zachodni. Jak miałem szesnaście lat, to zatrudniłem się jako blacharz. Ale nie jako uczeń, bo mniej pieniędzy bym dostawał, tylko od razu poszłem za pomocnika. Zarabiałem wtedy dwa tysiące, a wtedy moja matka- pomoc zecera- zarabiała z dziewincet. A rok później już byłem ożeniony z babką.
- I co, jak zacząłeś palić- w czasie pracy pewnie?
- Nie...Jak miałem szesnaście lat to ja już paliłem jako zawodowiec. Zacząłem palić w wieku siedmiu lat.
- Siedmiu lat?!
- No mieszkałem wtedy na Kopińskiej. To było w czterdziestym siódmym. Kumpel z podwórka dostawał paczki od wuja ze Szwecji. Kiedyś były takie akcje przysyłania paczek, dostawało się je głównie z Ameryki, to były tak zwane UMR-owskie przesyłki. To był luksus tylko dla tych, co mieli rodzinę za granicą. W paczkach była kawa, puszki, słodycze. No i ten kumpel miał starszego brata i jemu wuj przysyłał, obok jedzenia, papierosy. Były wtedy takie cygara hawajskie i Chesterfieldy. Takie długie, amerykańskie papierosy. I pierwsze palenie było tutaj z tyłu Pasteura, na dechach. Wziełem tego jednego papierosa, tego Chesterfielda. Siedziało nas tam chyba z dziesięciu chłopaków.
- Mieliście jednego papierosa na tylu chłopaków?
- Nie. Mieliśmy całą paczkę. Każdy z nas miał po jednym i sobie tam palił. Taki starszy chłopak nas uczył się zaciągać. Bo wiesz, tak palić, kurzyć, to sobie długo można. No i normalnie jak tak pociągnąłem z kilka razy, to mi się w głowie zakręciło. Spadłem z tych desek. I tak leżałem, trzymając się rękoma ziemi, a tak mi się kręciło jak karuzela. Zacząłem wymiotować. Ten starszy się ze mnie śmiał, ale reszta nie, bo im też się kręciło w głowie. Pamiętam smak pierwszego papierosa. Bo to jak się haustem zaciągnęłaś, to aż się w głowie kręciło. Potem już ze dwa lata nie paliłem. To znaczy czasem, tak z chłopakami. Mieliśmy tam różne bandy, w zależności od tego, kto na jakim podwórku mieszkał. Ja popalałem z kumplami z podwórka, z tymi z Pekinu przy Radomskiej 2, 4 albo 6. A tak naprawdę zacząłem palić jak miałem trzynaście, czternaście lat. Jak zacząłem pracować. Miałem swoje pieniądze i mogłem sobie kupić jak chciałem. Kupowałem sobie Camele, Pallmale. Wtedy to były oryginalne, długie papierosy. Paliłem sobie od okazji do okazji. Wypalałem z pięć dziennie. Jak z chłopakami staliśmy, to się paliło. Mogłem tydzień palić, tydzień nie.
Każdy fajki swoje miał, raczej częstowania nie było, bo jak ty brałeś, to musiałeś potem sam częstować. Czasem fajki nosiłem w kieszeni i nie paliłem. Jak ktoś chciał, to go częstowałem. Jak jeszcze nie pracowałem, to mi matka fajki zabierała, ale jak zacząłem pracować, to mogłem zawsze nosić. W pracy nie paliłem, musiałem być za grzecznego. W domu też nie. Matka wiedziała, że palę. Sama nie paliła. No, ale jak już miałem z szesnaście lat i zacząłem chodzić z babką, to już paliłem regularnie. Była moda na kawiarnie, to siedzieliśmy i paliliśmy. Ja nauczyłem babcię palić. Pracowałem wtedy w warsztatach na Lesznie.
Tam byli tacy przedwojenni blacharze, wyzywali mnie od gówniarzy, to przy nich nie paliłem. W ogóle kiedyś nie paliło się tak ostentacyjnie, jak teraz. Jak się było gówniarzem , to trzeba było się ukrywać, nieraz się papierosa w rękawie trzymało.
- Czy w czasie, kiedy paliłeś, miałeś momenty, w których chciałeś rzucić nałóg?
- Tak. Pierwszy raz rzuciłem palenie jak miałem dwadzieścia lat. Nie paliłem wtedy około dwóch lat. To był czas, kiedy przestałem trenować piłkę i urodził się twój ojciec. Trenowałem ją od czternastego roku życia. Najpierw poszedłem do trampkarzy, do Polonii. Potem byłem na bramce. Miałem zmiany w płucach. Po wojnie mój ojciec tez miał, więc wyszło na to, że mam skłonności. Przestraszyłem się, bo ojciec umarł na płuca. W czterdziestym siódmym. I rzuciłem palenie. Wyszedłem od lekarza, dali mi jakieś proszki i od razu przestałem palić. Nie paliłem dwa lata, ale przytyłem ponad dwadzieścia kilo.
- Jadłeś zagryzając nałóg?
- Nie, to nie tak. Chciałem się dobrze odżywić. Zawsze byłem chudy, zacząłem więc dbać o jedzenie. Wtedy nie trenowałem, i zobaczył mnie ówczesny trener Polonii Szczepaniak. Zaczął mnie wyzywać od potworów. Kazał przyjść na trening. Zacząłem znowu grać. Znalazło się wtedy miejsce w zespole trzecioligowym Okęcia. Był akurat turniej halowy i dobrze w nim wypadłem. Prezes obserwował mnie i zaproponował granie. Zapewniali koszulki i takie tam. Od razu schudłem. Miałem treningi trzy razy w tygodniu: w poniedziałki, wtorki i czwartki. Oprócz tego cały czas pracowałem jako blacharz. Zarabiałem bardzo dużo. I znów zacząłem palić. Każdy palił i jakoś tak głód przyszedł. No i paliłem od 1962 roku do 1998 roku. Zmieniłem prace na konserwatora urządzeń wentylacyjnych na Karolkowej. Miałem papiery mistrzowskie. Ale nie.. czekaj. Źle ci powiedziałem. W 1982 roku miałem zawał. Wtedy przestałem, no nie było wyjścia. I do 1988 roku nie paliłem.
Potem przyjechałem z Czechosłowacji, gdzie pracowałem na kontraktorce. Zacząłem prowadzić swój biznes- własną firmę budowlaną. No i zacząłem palić znowu. No to normalne było. Jakoś mnie tak naszło. Najdziwniejsze, że w czasie roboty w Czechosłowacji nie ciągnęło mnie do papierosów. Piłem piwo, graliśmy w karty, wokół mnie palili, a mi się nie chciało.15-20 papierosów dziennie. No, tyle wtedy wypalałem. Dochodziło potem i do dwóch paczek dziennie. Ale kiedyś to papierosy były słabsze. Zaczynałem od Cameli, potem paliłem Grunwaldy, potem Extra Mocne.. Kiedyś to papierosy lepsze były.
- A co się takiego stało w dziewięćdziesiątym ósmym, że rzuciłeś fajki?
- Rok wcześniej przyjechał na wakacje twój ojciec ze Stanów i mnie strasznie gonił z tym paleniem. Jak jechaliśmy samochodem, to mi papierosy przez okno wywalał. Ja mu mówiłem: człowieku, daj se spokój, jak będę miał przestać, to sam przestanę. Ale nie przestałem dlatego, że mnie syn gonił. Nie wiem, czy tak wszyscy mają, ale do mnie przyszedł taki wstręt jakiś. Zaczęły mi papierosy przeszkadzać. Momentalnie.
Jak jechałem do Krzyśka, twojego ojca, to rzuciłem w tym dziewięćdziesiątym ósmym. Wiedziałem po prostu, że nikt u niego w domu nie pali. No to jak ja będę komuś smrodził pod nosem. W samolocie nie można palić, chociaż tam się różne kombinacje robi, a to w kiblu się pali, a to coś. Jak tam pojechałem, to się mnie spytali: palisz ojciec? A ja im :nie. Taa, jak to nie? No nie palę normalnie. I już. Nie ciągło mnie. A teraz to już nigdy w życiu nie będę palił. Mnie już dym przeszkadza. Ja już wyczuwam, że teraz inne papierosy są. Strasznie śmierdzą, do każdego amoniaku dodają, smród jest jeden.
-Pamiętasz swojego ostatniego papierosa?
-Nie no, ja nie myślałem o tym wtedy, że już nigdy w życiu nie będę palić. Nie robiłem żadnych planów. Stałem na lotnisku czekając na samolot do Stanów i oddałem babce paczkę. Mój organizm nie ma skłonności do uzależnień. Po prostu paliłem, bo nie miałem co robić. To był odruch. Nie miałem co zrobić z rękami. Stoisz na przystanku i czekasz na coś- wyciągasz papierosa. Siedzimy razem i gadamy, nie mamy o czym mówić, jest cisza- zapalam papierosa.
To jak między pauzami.
- A w Stanach miałeś już co zrobić z rękami? Dlaczego tam nie paliłeś?
- Po prostu tam byli ludzie, z którymi miałem o czym rozmawiać. Zresztą w samolocie nie mogłem tez palić. Nie leciałem pierwszy raz, to wiedziałem. U twojego ojca byłem w sumie półtora miesiąca i nawet nie miałem kiedy pomyśleć o fajku. Tam w ogóle nikt nie palił. Nawet jakbym bardzo chciał, to wiedziałem, że nie mogę. Nie chciałem się ukrywać. Nie chciałem im palić. Przyjechała tam do nas na przykład siostra moja i jej cała rodzina paliła. Mówi :zapalisz z nami, Jasiu. A ja na to, nie. Ona: jak to? Przecież paliłeś. No ale nie palę już teraz.. No i tak.
- Czyli to było takie ambicjonalne: na początku wizyty powiedziałeś im, że nie palisz, więc nawet jakby ci się zachciało to nie ulegałeś?
- Nie no, nie wiem. Na pewno nie chciałem im robić dodatkowego kłopotu. Wiedziałem, że tam na przykład jest dużo dywanów, karpetów. A to przecież palenie śmierdzi. Także no tam.. Nie ciągło mnie po prostu. A w domu, po powrocie już nie miałem ochoty. Nawet na działce samemu nie chciałem. To znaczy czasem jakieś tam myśli były, to nawet specjalnie od kogoś wziąłem , ale to mnie nie ciągło już. Miałem też taki nawyk, że nie paliłem, anosiłem ze soba paczkę. I jak ktoś chciał, to częstowałem. Dziwili się, że nie palę. „To po co nosisz fajki?” „A tak sobie”. Nie smakowały mi. I nie paliłem.
- A co robiłeś, jak nie paliłeś?
- No znowu jadłem. Przytyłem znowu. No musisz coś robić. Jak siedzisz to albo pijesz, albo do lodówki pójdziesz. Babka mnie skusiła na Nicorette, ale to wcześniej brałem. Nic mi nie pomagało.
- Więc u ciebie palenie to nie był głód nikotyny tylko zapełnianie chwili, tak?
- Nie, widzisz, to zależy od człowieka. Bynajmniej w moim przypadku, ja nie miałem objawów nałogu. No bo to jednak nałóg jest. Nie miałem takich objawów jak pocenie się, trzęsące się ręce. Ale mnie nie ciągło. Nie miałem głodu. Jak zacząłem palić w 1988, to mnie jednak ciągło trochę. W dużej grupie mi mówili: zapal sobie. Jak już robiłem kosztorysy u siebie, to już normalnie paliłem.
- Opowiedz mi o tym ostatnim razie. Pamiętasz tamtego ostatniego papierosa?
- Ja nie myślałem wtedy, że to ostatni papieros. Raczej myślałem o tym, co będzie, jak wyląduję. Wsiadłem, wyrzuciłem. Żadnych pożegnań z papierosem. Czasem to walną z kopa, spluną, zarzekają się. Nie tam. Normalnie pożegnałem się z babką, oddałem jej paczkę papierosów i tyle. Nawet po powrocie nie nosiłem ze sobą paczki. Nigdy nie przykładałem wagi do palenia, nie robiłem rytuału. Nie paliłem z niesamowitą przyjemnością. Ja sobie myślałem tak: jakby mnie gdzieś zamknęli i nie mógłbym palić, to bym nie zwariował. No mam taki charakter. Jak sobie powiem, że nie będę palił, to nie będę palił. Dla mnie to nic specjalnego. No tak po prostu jakoś rzuciłem.
Dla pogłębienia tematu:
Klein Richard 'Papierosy są boskie" i jeszcze Grammatik "Papierosy" http://www.youtube.com/watch?v=OO7rrqcRKrQ