Noże, kastety, siekiery i kije. Paralizatory, proce, rurki i scyzoryki. Pięści, podkute buty, twarde czoło. Ile razy się tego używało, ile razy po udanej akcji polerowało, opatrywało, czyściło. Zaraz wszystkie te skarby zastąpią śpioszki, koszulki, czapeczki i smoczki, ale póki co można poszaleć.
Powoli przeturlała się przez Kanonie automatycznie dotykając wielkiego dzwona- niby na szczęście, na dotyk wszystkiego najlepszego. Pomyślała sobie o swoim mieszkaniu, o parzącym słońcu i jeszcze o tym, że bardzo by chciała teraz odpoczywać wylegując się jak kot. Przecięła dziedziniec Zamku omijając slalomem wycieczkę pstrykającą zdjęcia powietrzu, chmurom i temu dziwnemu zapachowi luksusowych hoteli położonych w centrum miasta.
Jeżdżą ci ludzie wszędzie, rozłażą się jak prusaki po kątach i jeszcze by sobie ten all inclusive wykupili, a jeszcze taką mapkę po kieszeniach wymięli. I dalej rozsiadać się po lokalach, dziwić ziemniakom z mizerią. Och, jaka to ciekawa potrawa, a to zielone? Koperek? Czy to rodzaj mięsa? To jest takie, to wszystko jest takie typowo polskie, ci Polacy gotują koperek na wódce. To podobno pomaga żyć.
Wódka. Tego by było trzeba. Do niedawna przed każdą akcją Halina wypijała sobie setkę bez popity. Wykrzywiała tylko kąciki ust i ocierała krople wierzchem dłoni. Mrużyła oczy i od razu umysł robił się jaśniejszy. Ręce szybciej biły, nogi szybciej uciekały. Słowem: jak na siłowni.
Przez całą drogę tramwajem wyobrażała sobie, że pije malutki- no naprawdę malutki, przecież wie, że nie można- kieliszeczek. Ostatni przed porodem, obiecuje, żadna tam z niej pato-matka.
Umoczenie ust, wypłukanie kropelki i poczucie jej między zębami, na podniebieniu- czy to grzech? Patrzyła na Wisłę i wyobrażała sobie, że zamiast wody płynie tam alkohol, fale robi z alkoholu, a Syrenka na pomniku ma zamiast miecza butelkę. Słabo jej się zrobiło, może przez upał, może przez te emocje, przez wyobraźnię. Delikatna bryza smogu osiadła na jej twarzy, zawiała do uszu warszawską modlitwę „zdrowaś, cwaniaro, łaskiś pełna, dasz radę. Błogosławionaś ty między samochodami, między tramwajami, a siła twojej pięści wielka”.
Wysiadła przy Inżynierskiej i niemal biegiem rzuciła się do sklepu. Ćwiarteczkę, kierowniczko, wysapała.
Ale, co też pani, w ciąży matkom nie podajemy.
Nie, nie, to dla chorej babci, bo jej się noga paprze po żylakach i to trzeba spirytusem smarować dwa razy dziennie, bo inaczej opuchlizna i świeżb. Także to tak tylko, nie dla mnie, absolutnie.
I już, niemal na schodach, z buteleczki chlup, i krew zaczęła inaczej krążyć, inaczej myśli się uczesały, a wzrok taki sokoli jakby, lepszy.
Sprzedawczyni wychyliła się zza lady i pokiwała głową. Cywilizacja śmierci, zagłada. To już nas, Polaków, koniec.
Halina spojrzała na zegarek i przyspieszyła kroku. Po wódce wszystko wydało się milsze, tylko brzuch kopał od wewnątrz, domagał się powietrza, może jakiegoś relaksacyjnego masażu czy muzyki klasycznej w pozycji lotosu. Nadaremno.
Na Stalowej, niedaleko baru, stała już Celina i nerwowo paliła papierosa. Na widok koleżanki splunęła tylko i wycedziła przez zęby „już później to przyjść królowa nie mogła, już się tu doturlać za trudno na umówioną godzinę, co?”
Czasu nie było na kontynuowanie tak mile zaczętej pogawędki, bo zza rogu wyszło dwóch napompowanych facetów o twarzach rzeźbionych kretynizmem. Jeden miał łysą głowę i złamany nos, drugi- dla odmiany- długie włosy związane z kitkę. Zamiast nosa okulary, czym przypominał trochę studenta fizyki, którego najlepszym przyjacielem jest komputer. Ale w barach to już był niczym posąg, w barach to już nie było śladu po programowaniu i obliczeniach matematycznych. To były dwa kolosy zakończone łapami jak bochny chleba.
Pierwsza zagrodziła im drogę Celina.
Panowie, oj, my tu z koleżanka potrzebujemy pilnej pomocy, gdyż zepsuł nam się samochód, a spieszymy się na poród.
Ten łysy zmierzył wzrokiem dziewczynę, zatrzymał się w okolicy biustu i po pozytywnej ocenie sytuacji poprawił dumnie koszulkę z jakimś zespołem pisanym gotykiem. Wokół nazwy zamieszczono wiele symboli, o których mówi się, że pochodzą z kultury pogańskiej, nie są absolutnie faszystowskie i poza tym to tylko kolekcja militarna nie podpadająca pod paragraf. Zza rękawa wychylił się tatuaż swastyki.
No, to pomożemy szanownym paniom, czemu nie.