Gdybym napisała, że nie spodziewałam się takiej reakcji na mój ostatni post, to bym skłamała. Już wcześniej miałam próbkę tego, co pewnie po wtorku (konferencja w Sejmie) się wysypie. Za każdym razem, kiedy mówię „prawa gospodyń domowych” rozlega się oburzenie. Płacić kobietom za pracę na rzecz rodziny? A kto ma za to płacić? Bo przecież nie my, uczciwi podatnicy, co by sobie tez chcieli POSIEDZIEĆ W DOMU i jeszcze dzieci robić (rozumiecie: dzieci robić, hehe, ale dwuznaczność, ja nie mogę). I jeszcze kobiety się odzywają, że one z miłości sprzątają i wychowują, że im wystarczają oczy dziecka za zapłatę. Tak, jakby bały się, że ktoś krzyknie zza węgła „kura domowa”.
Bardzo to wszystko wzruszające. Ja też lubię wdzięczność we wzroku mego syna, kiedy pół dnia tarzam się z nim w śniegu. Ale emerytury za to mieć nie będę. Wyrachowanie? Nie. Trzeźwe myślenie.
Samo połączenie ekonomii i naszego życia prywatnego wywołuje sprzeciw. Kiedy pisałam o tym, ile kosztuje posiadanie dziecka rozległy się glosy oburzenia: materializm w czystej postaci. Przecież dzieci się ma, rodzinę się ma, sprząta się z uczucia! Nie dla zysku, nie wszystko musi być dla zysku.
Zgadzam się, glos mi drży ze wzruszenia. Jeszcze mi ktoś zaraz da przykład z własnego domu, gdzie równy podział obowiązków stanowi podstawę zrozumienia i wzajemnego zaufania. Cudnie, już prawie łkam.
Aż tu nagle:
Tak wygląda podział prac domowych w polskiej rodzinie:
- pranie robi 95 proc. kobiet, 1 proc. mężczyzn;
- obiad przygotowuje 90 proc. kobiet, 3 proc. mężczyzn;
- codzienne zakupy robi 74 proc. kobiet, 18 proc. mężczyzn;
- śniadania przygotowuje 73 proc. kobiet, 9 proc. mężczyzn;
- opłaty reguluje 65 proc. kobiet, 31 proc. mężczyzn;
- śmieci wyrzuca 44 proc. kobiet, 29 proc. mężczyzn;
- drobne naprawy wykonuje 7 proc. kobiet, 82 proc. mężczyzn;
- mieszkanie odnawia 12 proc. kobiet, 78 proc. mężczyzn;
- dywany trzepie 29 proc. kobiet, 52 proc. mężczyzn.
Dane statystyczne zaczerpnięte z książki Anny Titkow, Danuty Duch-Krzystoszek, Bogusławy Budrowskiej pt. "Nieodpłatna praca kobiet", IFiS i PAN, Warszawa 2007
Co trzecia Polka jest przeciwniczką opłacania pracy domowej, którą traktuje jednocześnie jak obowiązek, sposób okazywania uczuć, ale też rodzaj władzy w stosunku do rodziny - męża i dzieci. To kobieta najczęściej wyznacza panujące w domu reguły i zasady. Wykonując codzienne domowe obowiązki, wiele kobiet się realizuje, ma ogromne poczucie satysfakcji, że tak dobrze sobie radzi z domowym kieratem. Aż 87 procent kobiet robi wszystko samodzielnie!
Ekonomiści szacują,
że średnia wartość miesięcznej kobiecej pracy domowej wynosi w Polsce tyle, ile średnia pensja krajowa czyli około 2 tysiące miesięcznie (dane z 2007, obecnie to prawie 2,5 tysiąca).
Gdyby 6 milionów polskich kobiet, które pracują tylko w domu zażądało pensji, trzeba by im zapłacić 144 miliardy złotych rocznie.
Kolejne 6 milionów kobiet, pracujących i w domu i poza domem mogłoby zażądać następnych 72 miliardów.
Ponieważ kobiety pracują w domu za darmo, rok po roku ofiarowują gospodarce narodowej darowiznę większą od budżetu, który wynosi około 160 miliardów.
Jak się oblicza wartość pracy domowej?
1. Porównuje się zarobki, jakie otrzymałaby kobieta, pracując na etacie w czasie, który przeznaczyła na prowadzenie domu.
2. Oblicza się wartość pracy domowej, porównując ją do rynkowej stawki godzinowej, jaką otrzymuje pomoc domowa bez rozróżnienia wykonywanej pracy.
3. Porównuje się każdy rodzaj pracy w gospodarstwie domowym do poziomu płacy uzyskiwanej przez specjalistów (kucharza, ogrodnika, pielęgniarkę itp.).
Z badań tzw. budżetu czasu wynika, że w Polsce zmienił się udział mężczyzn w pracy domowej w ostatnich dekadach. Badania takie na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie prowadzono w '69, '76, '84 i 2003-2004. I choć ich wyniki nie są ściśle porównywane, to pokazują, że odsetek mężczyzn wykonujących prace domowe wzrósł w tym okresie z 59 do 86,34 proc. A w przypadku kobiet wzrósł o 3 proc. - z 95 do 98 proc.
Mężczyźni potrafią bez problemu przejąć obowiązki domowe, gdy muszą to zrobić np. gdy żona jest chora. Natomiast w innych warunkach unikają tego odwołując się do różnych strategii. Nie włączają się w prace domowe, bo ich nie lubią, uważają za nieważne.
Według Raportu GUS "Kobiety w Polsce" - praca zawodowa zajmuje kobietom, które są mężatkami i mają dzieci, 6 godzin i 29 minut dziennie. U żonatych mężczyzn z dziećmi jest to o godzinę więcej bo 7 godzin i 34 minuty.
Praca domowa zajmuje kobietom 4 godziny 54 minuty dziennie, podczas gdy ich partnerom: o połowę mniej bo 2 godziny 33 minuty. Statystycznie jednak mężczyźni pracują zawodowo o godzinę dłużej - łącznie pracują więc 9 godzin i 25 minut, a kobiety 10 godzin i 45 minut. W sumie różnica to godzina i 20 minut.
W ramach prac domowych są takie, które kobiety i mężczyźni w małżeństwie poświęcają tyle samo czasu np. prace związane z utrzymaniem porządku, remontami i naprawami oraz zakupami. Natomiast znaczne różnice występują w takich czynnościach jak gotowanie i opieka nad dziećmi. Tu kobiety wykonują zdecydowanie więcej pracy.
Poza Polską:
Z badań prowadzonych na świecie wynika, że wartość pracy domowej stanowi od 28 do 45 procent PNB.
W Polsce jak wyliczyła w dr hab. Ilona Błaszczak-Przybycińska z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej wartość pracy domowej wynosi około 30 proc. PNB. Są to wyniki analizy przeprowadzonej na podstawie danych z 2004 roku, a opublikowane w formie ksiązki w 2008 roku. Są to najnowsze wyliczenia, jakimi dysponujemy. Jednak już wtedy wartość pracy domowej w Polsce wyniosła ponad 265 miliardów złotych. Udział pracy domowej kobiet w tej wartości wyniósł 66 proc., a mężczyzn 34 proc.
ONZ oszacował roczną wartość nieopłaconej pracy wykonywanej przez kobiety na 11 trylionów USD.
W Niemczech gospodynie domowe dostają odszkodowania, jeśli ich zdolność do pracy zostanie ograniczona w wyniku wypadku przy pracy. Mogą też uzyskać od państwa emeryturę, jeśli ich mąż jest ubezpieczony. W niektórych krajach idzie się więc w stronę uznania pracy domowej za pełnoprawną pracę.
W Polsce brakuje natomiast nawet kampanii społecznych na rzecz bardziej symetrycznego podziału pracy domowej między mężczyzn i kobiety.
Mało tego: na każda próbę dyskusji ludzie najeżają się i czują, jakby atakowano ich rodziny, ich życiowe wybory.
Żeby było jasne: jestem gospodynią domowa. Nikt mi nie sprząta w domu, tylko ja. Nie mam opiekunki do dziecka, sama się nim opiekuje. Ja i mój partner.
Znam kobiety, które wybrały prace w domu rezygnując jednocześnie (na zawsze, na jakiś czas) z pracy zawodowej.
Nie oczekują pensji. Oczekują zauważenia! Oczekują takich rozwiązań systemowych, które ich pracę docenią. Również ekonomicznie. System emerytalny, ale również opieki nad dziećmi. Edukacja od najmłodszych lat, ze ścierkę naprawdę może dzierżyć również mężczyzna. Sysyetm emerytalny dostosowany do realiów rynku pracy, który mamy w Polsce.
O tym będziemy mówiły w Sejmie, w najbliższy wtorek.
A wiemy, o czym mówić będziemy, bo jesteśmy gospodyniami domowymi.
Odwiedź koniecznie: