Kiedy z krajobrazu stolicy zniknie ostatni mały punkt usługowy, a ludzie nie będą już naprawiać swoich rzeczy, tylko kupować nowe, wówczas wszyscy zamieszkamy w krainie Made in China.
Rzemiosło to zawodowe wykonywanie działalności gospodarczej przez osobę fizyczną, która ma odpowiednie uprawnienia i wykorzystuje pracę własną. Ważna jest więc nie tylko chęć wykonywania danej pracy, ale przede wszystkim „stopień wtajemniczenia”. Hierarchia rzemieślnicza oparta jest na odwiecznym posiadaniu mistrza (majstra), ucznia oraz o praktykę zawodową (czeladnictwo). Aby pełnoprawnie wykonywać zawód należy przejść wszystkie etapy. W innym przypadku nazywanym się jest pogardliwie „partaczem”. Cechy (czyli formy związku lub izby rzemieślników) pilnują nie tylko płacenia składek, ale przede wszystkim jakości wykonywanych wyrobów i wzajemnej edukacji oraz pomocy. Nie każdy rzemieślnik jest zrzeszony, ale istnieje w Polsce silna tradycja cechów, sięgająca XIII wieku. Julian Kołaczkowski, historyk z końca XIX wieku pisze wręcz, że „dawniej miasta były niczem innym, jak tylko zbiorem korporacji cechowych: wszystko się po miastach łączyło w osobne bractwa, a co do nich nie należało, uważane było za motłoch cierpiany od innych"
Niestety, motłochem nazywani byli często Żydzi, którzy ze
względu na antysemityzm nie byli przyjmowani do większości chrześcijańskich cechów. Taka sytuacja trwała aż do drugiej wojny światowej. W Warszawie Dwudziestolecia Międzywojennego większość zakładów była w rękach żydowskich (wyłączając tereny Śródmieścia).powodowało to konflikty i prawdziwą walkę o klienta. Argumentem nie była często cena danego produktu czy usługi, ale jakość.
Po 1945 roku, w niesprzyjających warunkach politycznych i gospodarczych, rzemiosło natychmiast przystąpiło do odtwarzania swego potencjału. Obecny Związek Rzemiosła Polskiego, z siedzibą na ulicy Miodowej (dawny Pałac Chodkiewiczów), swoją działalność opiera m.in. na Ordynacji Rzemieślniczej, która została uchwalona w 1774 roku. Nie jest to, oczywiście, dokładne wypełnianie zaleceń tego dokumentu, jednak główna idea rzemieślnictwa polskiego zostaje.
W Warszawie najwięcej pozostało zakładów cukierniczych, szewskich, krawieckich oraz punktów rzemiosła artystycznego. To ostatnie cieszy się wręcz snobistycznym zainteresowaniem ze względu na funkcje zdobnicze i niepowtarzalność wzorów. Najstarsze firmy są zazwyczaj prowadzone rodzinne oraz dziedziczone wraz zakładami i miejscem pracy od wielu lat. Przykładem może być Firma Aniela przy Żurawiej czy pracownia żyrandoli na Emilii Plater. Większość z nich ulokowana jest w małych zakładach, niemalże przyklejonych do starych kamienic. Część z nich prowadzona jest przez emerytów/tki, którzy w ten sposób dorabiają do miesięcznej wypłaty, a dodatkowo zwolnieni są z opłat ZUSu. W wyniku podniesienia o ponad 100 procent wysokości czynszu za wynajmowanie lokalu w Śródmieściu, większość ze starszych rzemieślników zlikwidowała swoje zakłady w styczniu 2008 roku.
Komercjalizacja gruntów i nieruchomości w najdroższych dzielnicach Warszawy nie tylko niszczy drobny handel czy punkty usługowe, ale zmniejsza perspektywy dla starszych pracowników. Często miejsce pracy jest traktowane jako forma spędzania czasu i swoiste przyzwyczajenie do wykonywanego od wielu lat zawodu. Niektórzy emerytowani rzemieślnicy czują się nadal związani ze swoich fachem, i choć nie przynosi on należytego zarobku, pragną nadal prowadzić swoje małe zakłady. Niektóre z firm rozrosły się, tworząc prawdziwe „małe przedsiębiorstwa”, zatrudniające do 10 osób. Dotyczy to głównie rzemiosła spożywczego, gdzie powstają oddalone od siebie filie.
Obecnie większość warszawskich cechów zamiera. Dzieje się to na skutek braku ciągłości w przekazywaniu wiedzy o zawodzie i wyuczaniu przyszłych adeptów sztuki rzemieślniczej, dla przykładu w cechu szewskich (siedziba mieści się na Szerokim Dunaju, wraz z bardzo ciekawym Muzeum Szewskim) nie ma w tej chwili żadnego ucznia. Łatwo się domyśleć, że kiedy umrze ostatni szewc, nie będzie już jego zastępcy. Naturalnie są osoby, które uczą się na własną rękę lub korzystają z nowych technologii. Jednak samo zainteresowanie korzystaniem z usług naprawy obuwia jest taki nikłe, że mało kto z młodych ludzi decyduje się na wybranie tego kierunku kariery zawodowej. Bardziej opłaca się kupić nowe buty za 30-40 złotych niż zapłacić podobna sumę za naprawę. Podobnie rzecz ma się z rzemiosłem odzieżowym.
Niektóre z zabytkowych zakładów czy maszyn giną na naszych oczach. Przykładem może być Fotoplastykon (obecnie ratowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego) czy manufaktura królewska (poddana renowacji i działająca do 2007 roku).
Tymczasem zawody, niegdyś uważane za potrzebne i oczywiste, trafiają do skansenów. I tak w Sierpcu, Muzeum Wsi Mazowieckiej, możemy zobaczyć kowala czy rymarza zamkniętych w chatach, za odpowiednią opłatą. I choć w samym mieście niektóre zawody wyglądają już jak żywe muzeum, to warto pamiętać o ich powolnym upadku.
Entuzjaści wolnego rynku widzą w tym naturalną konkurencję-ludzie wybierają inne sposoby na wzbogacanie materialne i zbędne zawody muszą zaniknąć. Rzemiosło jest jednak wspomnieniem odwiecznego szanowania rzeczy i kultury przedmiotu, który nie zawsze musi być jednorazowy.
Warszawa trzyma w zanadrzu- w starych kamienicach czy podwórkach studniach- resztki rzemieślniczej świetności. Warto je w porę poznać, zanim będzie za późno.